Jak sfotografowałem samolot na tle tarczy Słońca?

09.02.2017

 

Masz zdjęcia lub film do tego artykułu?   Wyślij je do nas!

#słońce   #samolot   #sławomir matz   

Był pogodny aczkolwiek przesiąknięty wilgocią dzień, a Słońce chyliło się już ku zachodowi. Widząc tak ciekawą aurę bez zastanowienia zarzuciłem tubę teleskopu Guan Sheng Optical na plecy i wyszedłem kilkanaście metrów poza swoje podwórko. Stamtąd zachodni horyzont niemalże w pełni oddawał się do mojej dyspozycji. Ustawiłem zatem tubę na montażu Dobsona i przykręciłem aparat do wyciągu teleskopu oczekując, aż Słońce zejdzie nieco niżej.

 

sm
Sławomir Matz
Popularyzator astronomii, finalista akcji "It's your life just take It", autor wielu blogów oraz artykułów prasowych.

To oczekiwanie nie trwało wcale tak długo, jak można było się tego spodziewać. Warto, jednak zaznaczyć, że daleko nad horyzontem mgła rosła w siłę. Jej gęstość stawała się na tyle duża, że z każdą kolejną sekundą Słońce z rażącej kuli ognia stawało się niczym słaba żarówka. Jego krągła tarcza zaczęła coraz mocniej tracić na jasności i uwydatniać przy tym swoje nieograniczone wdzięki.

W tym momencie skierowałem teleskop przednią częścią ku naszej gwieździe, uruchomiłem aparat i przez ekran bacznie obserwowałem, co się dzieje. Spośród tła pomarańczowej tarczy Słońca doskonale wyróżniały się ciemniejsze obszary zwane plamami słonecznymi. Wykonałem kilka zdjęć i skupiłem się na obserwacjach odstępując nieco od teleskopu. Wtem niespodziewanie kątem oka dostrzegłem, że doszło właśnie do czegoś wyjątkowego. Na tle Słońca bardzo daleko ode mnie przeleciał samolot. Pech chciał, że w aparacie miałem włączony tryb samowyzwalacza, dlatego gdy odliczanie dobiegło końca zamiast samolotu sfotografowałem smugi kondensacyjne, które za sobą zostawił.

Byłem na siebie strasznie zły, bo okazja do sfotografowania samolotu w takich okolicznościach zdarza się raz na milion. Postanowiłem, że od tej chwili nie odejdę od sprzętu ani na chwilę i co najważniejsze - wyłączę samowyzwalacz. Minęło kilka minut i ni stąd ni zowąd na tle tarczy pojawia się kolejna maszyna. Przefrunęła równie szybko, jak poprzednia ale tym razem mój refleks nie pozwolił jej uciec i oto ująłem ją w niebywałych okolicznościach.

Późniejsze obliczenia odkryły przede mną nieoczekiwane rezultaty otóż po wprowadzeniu odpowiednich danych do przekształconego wzoru na rozmiary kątowe dowiedziałem się, że sfotografowana maszyna znajdowała się ode mnie w odległości około 530 kilometrów, nieźle co?

 

To może Cię także zainteresować:
Kilka dni dzieli nas od częściowego zaćmienia Słońca w Polsce
Gwiazdy w dłoniach u “Śpiącej Królewny” w Prusinowie
Projekt “Gwiazdy w dłoniach” w Pestkownicy

 

Poglądy przedstawione w niniejszym materiale są wyłącznie poglądami Autora. Materiał został opublikowany przez Autora - zachowana pisownia oryginalna tekstu. Szczegółowe informacje znajdziesz w Regulaminie. Jeśli uważasz, że niniejsza publikacja jest jego naruszeniem lub narusza ona obowiązujące przepisy prosimy o zgłoszenie tego faktu TUTAJ.

red. DDWLKP.pl | źródło: Sławomir Matz

Komentarze